Dzień dobry.
W końcu mam normalny internet. Po trzech tygodniach zwłoki, ale jest. W międzyczasie obejrzałam 4 filmy, pół serialu, zabiłam niezliczoną liczbę simów, pomalowałam piórnik, tablicę korkową i pudełko. Pan na gifie to niejaki Chekov <nazwisko na C, juhu>, mówi z rosyjskim akcentem aż za bardzo, co lubię i nawet nie jest pełnoletni. Pam pararararararam. Zdążyłam wejść w fandom Star Treka, więc jakbym gadała o jakimś Enterprise, Kirku, Spocku, Wolkanie i tak dalej to się nie dziwcie. Aby nie rozłączało mnie co 5 minut z internetem muszę siedzieć pod szafą. Módlcie się, aby kręgosłup mi nie siadł. Wymyśliłam sobie, że kupię grę, po czym okazało się że gra kosztuje 240 zł. To źle. Chyba, że będę się modlić o dwie rzeczy, ale kto pamięta w tych czasach o modleniu się o cokolwiek, pomijając starsze panie? I księży? Dokładnie, prawie nikt. Mogę poczekać aż stanieje, no ale to będzie trudne. Trzeba będzie się motywować 'I can do zat!' Nie wiem jak długo będzie mnie to męczyć, ale jakiś czas na pewno.
No cóż, do widzenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz